sobota, 4 lutego 2017

W sprawie ekshumacji na cmentarzu jenieckim na Glinkach

W przeciągu ostatnich miesięcy nasi członkowie zajmowali się sprawą, która nie dotyczy zabytków, jednak bardzo nas bulwersuje i boli. Latem otrzymaliśmy sygnał, że na Glinkach na placu budowy tworzonego przez magistrat oraz Toruńskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego Osiedla, odnaleziono ludzkie szczątki. Byliśmy tam, zanim ogrodzono teren. Nasi członkowie nagłośnili sprawę, byli wzywani przez IPN i przesłuchiwani w charakterze świadków. Dziś na Glinkach trwają ekshumacje. Za masowych grobów wydobyto już kości prawie dwóch tysięcy osób. W tym wszystkim najbardziej przerażający jest brak jakiejkolwiek refleksji ze strony władz miasta.
Glinki i cała lewobrzeżna część Torunia to miejsce szczególne dla najnowszej historii miasta. Można powiedzieć, że jest to szczególne miejsce z punktu widzenia fizyki i historiozofii. Najpierw Niemcy stworzyli tu 90-hektarowy obóz jeniecki, w którym podczas okupacji uwięzili w sumie przeszło 60 tysięcy żołnierzy alianckich, w 1945 roku ten osób przejęli Rosjanie i w jego części – właśnie na Glinkach – uwięzili tysiące osób, głównie Niemców. Ten obóz zniknął z krajobrazu pamięci miasta. Po prostu nie istnieje.

W ostatnich latach mówi się, o tzw. „erupcji pamięci”. Przejawia się ona chęcią upamiętnienia wszystkiego, co dana grupa społeczna uzna za wartościowe z jej punktu widzenia. W efekcie, po 1989 roku, w samym tylko centrum Torunia powstało co najmniej kilkanaście pomników. Mamy więc pomnik księdza Popiełuszki, prezydencki dąb, pomnik Piłsudskiego, pomnik Jana Pawła II, pomnik Żołnierzy Wyklętych, pomnik gen. Hallera oraz gęsty szlak wszelkiej maści tablic pamiątkowych: od miast partnerskich Torunia począwszy, na niedawno odsłoniętej tablicy upamiętniającej więzionych działaczy opozycji antykomunistycznej, skończywszy. 90-hektarowy obóz doczekał się jedynie pomnika żołnierzy radzieckich, położonego jednak poza granicami miasta, pochodzącego z poprzedniej epoki i wiele razy niszczonego poprzez oblewanie go czerwoną farbą.
Gospodarze Torunia czują tak wielki głód ziemi, że w ogóle nie biorą pod uwagę rezygnacji z planu budowy osiedla na Glinkach, gdzie według niemieckich szacunków może spoczywać nawet dziewięć tysięcy osób. W centrum miasta również znajduje się kilka dużych działek, które – jeżeli będziemy patrzeć na nie w taki sposób – się marnują. Są wykorzystywane jako ciągi spacerowe, nocą pomieszkują tam bezdomni. Tereny te są odwiedzane tylko za dnia oraz przy dużych świętach. Łatwo zgadnąć, że chodzi tu o cmentarz św. Jerzego i cmentarz garnizonowy. Czyż nie lepiej przeznaczyć te cmentarze pod inwestycje mieszkaniowe, a teren „oczyścić”?
Zgadza się, pomysł jest bulwersujący. Podobnie zresztą jak idea budowy osiedla na Glinkach. Dlaczego nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, aby na miejskich nekropoliach budować domy? Dlaczego nawet cmentarze toruńskie, po których nie pozostał ślad w postaci nagrobków doczekały się wpisu do rejestru zabytków? Dlaczego gospodarze miasta zupełnie inaczej traktują cmentarz na Glinkach? Jak nisko trzeba upaść, aby dzielić zmarłych na „lepszych” i „gorszych”? Czy tylko „nasi” zmarli zasługują na spokój i szacunek?
Dlaczego tak łatwo decydenci uznali, że w masowych grobach na Glinkach znajdują się „osoby narodowości niemieckiej”? Bez rzetelnych badań naukowych, solidnej kwerendy archiwalnej, prac archeologicznych – nie będących stricte ekshumacjami – te kwestie pozostaną nierozstrzygnięte. Przede wszystkim przed zakończeniem śledztwa IPN! Być może wraz z kośćmi żołnierzy Wehrmachtu, Toruń opuszczają szczątki obywateli tego miasta i tego regionu.
Bulwersuje fakt, że ze strony przedstawicieli władz miasta padają stwierdzenia o „oczyszczaniu” terenu pod inwestycję. Rzeczniczka Prezydenta powiedziała Radiu PiK: „Będziemy szukali firmy, która ten teren oczyści”, „(…) firma wyłoniona przez nas w przetargu oczyści ten teren”. Czy można „oczyścić” cmentarz? Czy w kontekście śmierci, świętości cmentarza, nienaruszalności szczątków ludzkich, uznawanego w naszej kulturze tabu sfery pośmiertnej, można w ogóle mówić o „oczyszczaniu”?
Gdy rozpoczęły się wyburzenia na dawnej Szosie Chełmińskiej, ktoś powiedział smutno „Gdy miasto niszczy i usuwa domy, wkrótce będzie robić to samo z ludźmi.” Nie sądziliśmy, że stanie się to tak szybko. Dlatego podpisujemy się pod apelem do władz miasta o rozwagę w planowaniu dalszych inwestycji na terenie dawnego obozu jenieckiego na Glinkach. Treść apelu można przeczytać w "Nowościach".
Jako motto tego apelu niech posłuży fragment wiersza Tadeusza Sieraja – „Ręka Anielska”, który powstał jako efekt niszczenia przez komunistyczne władze Polski Ludowej cmentarzy „narodowych”: niemieckich, żydowskich, czy po prostu „obcych”…

Był cmentarz. Nie ma cmentarza.

Tu przyspieszono zmartwychwstanie ciał.
Tu tylko jeden pozostał grobowiec
Bo właśnie tego ten Anioł chciał
Co na nim rękę z wieńcem podniósł w niebo.

Był cmentarz. Stuletni cmentarz.
Nie ma cmentarza. Ukradkiem
Tu przyspieszono zmartwychwstanie.
Kto chce niech słowo dołoży...
(...)

Był cmentarz. Gdzie cmentarz to cmentarz.
Tu już go nie ma.


P.S. Warto dodać, że nie jest to pierwszy przypadek planowego zacierania pamięci o obozie jenieckim przez władze miasta. Jesienią 2015 roku uchwalono plan zagospodarowania przestrzennego dla terenu przy ul. Andersa. Pozostałości baraków jenieckich, którymi opiekuje się Toruńskie Towarzystwo Fortyfikacyjne, pomimo protestów, mają zniknąć pod planowaną w tym miejscu drogą.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza